Historia JW

Prolog

Coruscant, planeta-miasto, które podczas wojny z Yuzyhan Vong zostało doszczętnie zniszczone, po ponad 200 latach odzyskuje swoją świetność. Z budynku Senatu Galaktycznego, Szpitalnego Centrum im. Imperatora Palpatine'a nie pozostało nic, co pozwalałoby przypuszczać, że kiedykolwiek oddziały klonów po otrzymaniu rozkazu 66 wymordowały uczniów akademii. To, co można było ujrzeć z tarasu jednego z wyższych budynków w okolic to jedynie armie robotów konstrukcyjnych wznoszących nowe budowle. Na jednym z takich świeżo ukończonych budynków znajdował się Sidewinder. Przyglądał się temu wszystkiemu tylko kilka sekund, bo tyle potrzebował, żeby przebiec balkon z jednego końca na drugi, gdzie czekał na niego śmigacz. Nie było czasu na przyglądanie się widokom, za plecami słychać było ciężkie kroki okutych w pancerze żołnierzy Sióstr Nocy. Jedyna myśl, jaka kołatała się w jego głowie: Uciec jak najszybciej! Ledwo wskoczył do pojazdu, a za jego plecami rozległy się strzały blasterów.
- Cholera... - mruknął Side pod nosem, przygotowując pojazd do startu.
- Mimo kilkuset lat blastery nie wyszyły z użycia. W tym momencie mogły wyrządzić znaczne szkody w śmigaczu, który nie należał do tych najlepiej opancerzonych. Na szczęście, nie było żadnego problemu ze startem i kilkadziesiąt sekund później Sidewinder wznosił się już ponad dachami budynków kryjących całą powierzchnię planety. Udało mu się uciec przed ludźmi, którzy chcieli go zabić za to, że pragnął rozwijać Siostry Nocy. Widać, stary ład komuś pasował. Po trzydziestominutowym locie wylądował na miejscu przed portem kosmicznym, w którym czekał na niego X-Wing gotów do lotu. Wysiadł ze śmigacza i szybkim krokiem udał się do myśliwca ulokowanego tuż przy bramie hangaru. Rozejrzał się dookoła, po czym wskoczył do kabiny, zamknął owiewkę i rozpoczął procedury przedstartowe. Wszystkie systemy były gotowe, czekał tylko na rozgrzanie silników. Mimo spokoju, jaki nakazywała jedna z podstawowych doktryn Jedi - Nie ma emocji, jest spokój. - w środku gotował się przez ostatnie dwadzieścia minut. Wszystkie kontrolki oznaczające silniki zapłonęły zielenią, co oznaczało, że myśliwiec jest gotowy do startu. Powoli uniósł się kilka metrów ponad durastalową podłogę hangaru i wyleciał przez główną bramę. Opuszczając atmosferę Coruscant nie wiedział, czy jeszcze tu wróci. Siostry Nocy chcą go zabić i nie byłoby bezpiecznie tu wracać, przynajmniej w najbliższym czasie. Znajdował się na orbicie, gdy ktoś nawiązał z nim połączenie.
-Witaj Peterze - wydobył się głos z głośnika - Może dołączysz do nas w drodze na Yavin IV? Odbiór.
-Witaj Neo - odpowiedział. I tak nie mam lepszego pomysłu na to, co zrobić. Udam się razem z Duo w podróż.
-Ok. Prześlij koordynaty do mojego komputera nawigacyjnego. Bez odbioru. Po wykonaniu skoku w nadprzestrzeń i kilku godzinnym locie znaleźli się na orbicie Yavina. Przed skokiem Duo przekazał, w jakim celu tam leci. Okazało się, że poszukuje ich starego przyjaciela - Neo. Obaj stwierdzili, że muszą razem zająć się poszukiwaniami. Po wylądowaniu na lądowisku starej Akademii Jedi założonej przez Luke'a Skywalker'a, obaj stwierdzili, że budynki są opustoszałe i nie pozostał żaden ślad po Jedi, nie licząc lekkiego zawirowania Mocy w okolicach szczytu piramidy. Gdy wysiedli z myśliwców, uderzyło ich chłodne, lecz świeże powietrze. Zdecydowali, że udadzą się na górę budowli, żeby sprawdzić te dziwne zakłócenie w Mocy. Wchodząc do środka zauważyli, że wszystko leży porozrzucane jakby ktoś w ostatnim momencie spakował się, zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i uciekł. Wartswa kurzu pozwalała sądzić, że było to, co najmniej kilka lat temu, jeśli nie kilkadziesiąt. Turbowindy nie działały, a wspinaczka po schodach, po których niegdyś stąpał Luke Skywalker, Mara Jade, Kyle Katarn, czy Kam Solusar (pierwsi założyciele Akademii Jedi po upadku Imperium) była nader męcząca i monotonna. Po wejściu na samą górę ujrzeli mężczyznę w brązowym płaszczu Jedi, który wyglądał, jakby pamiętał czasy Starej Republiki. Poznali się od razu.
-Witajcie przyjaciele - rzekła postać, serdecznie się uśmiechając
-Spodziewałem się Was tutaj.
-Witaj - odpowiedzieli chórem Peter i Duo.
-Doszły mnie słuchy - powiedział Neo -o tym, co się działo na Coruscant kilka godzin temu. Nie spodziewałem się tego po Siostrach Nocy.
-Szczerze powiedziawszy - odrzekł Sidewinder - ja to przeczuwałem. Współpraca z nimi szybko się skończyła. -Stwórzmy własny zakon - powiedział nagle Duo
- Taki, który będzie wzorem do naśladowania dla innych nowopowstałych akademii. -Jestem jak najbardziej za! - rzucił Neo wpatrując się w płonące oślepiającym blaskiem słońce. -Jedi Wanderers - to pierwsze słowa, jakie przyszły Sidewinder'owi do głowy - Tak będziemy się nazywać.
-A więc niech i tak będzie - odpowiedzieli razem Neo i Duo. Gdyby ktoś spoglądł z wierzchołków najwyższych drzew rosnących wokół budowli massasich ujrzałby trójkę mężczyzn wznoszących ku górze zapalone miecze świetlne, zielony i dwa niebieskie. Nie słyszałby tego, co mówią, widziałby tylko to, że poruszają ustami. Chwilę później, jeden z nich zgasił swój niebieski miecz i oddalił się w kierunku swojego myśliwca.
-Neo leci na kraniec Zewnętrznych Rubieży, - rzekł Duo - A Ty gdzie się udasz?
-Zostanę tutaj, - powiedział Side - przygotuję Akademię do przyjęcia uczniów. A ty?
-Wyruszę na Sluis Van - powiedział zamyślony Duo - Jest tam ktoś, kto może być jednym z naszych pierwszych uczniów.
-Kto taki? - zapytał Peter. -Nie wiem. Moc podpowiada mi, że tam mam się udać. Niebo pociemniało i nad Akademią zaczęły gromadzić się chmury, które niechybnie miały przynieść ze sobą deszcz. Gdyby ktoś spoglądał z wierzchołków najwyższych drzew rosnących wokół piramidy, ujrzałby dwóch mężczyzn, którzy podają sobie dłonie i jeden z nich odchodzi w stronę myśliwca; zaś drugi spoglądał na niebo nie zważając na krople deszczu, które rozbijają się o jego płaszcz.
-Tak, to dopiero początek - mruczał do siebie pod nosem - dopiero początek.

Rozdział I
Rok 309 ABY

Sidewinder od kilku tygodni starał się przygotować nową Świątynie Jedi na przyjęcie rekrutów. Udało mu się uprzątnąć magazyn, hangar dla myśliwców i kilka kwater. Z niecierpliwością oczekiwał informacji od Duo i Neo. Póki co, żadna nie nadchodziła. Nie obawiał się jednak, że mogło im się coś stać. Byli w końcu jednymi z najlepszych Jedi w galaktyce. Obawiał się jedynie, że nie znaleźli żadnych rekrutów. Udał się na sam szczyt piramidy, z którego było widać przepiękną panoramę Yavina IV, gdy nagle ujrzał na niebie dwa zbliżające się do Akademii myśliwce. Duo i osoba której nie znał. Wyczuł tylko, że obaj byli przepełnieni Mocą. Udał się na lądowisko a gdy na nie dotarł obaj piloci opuszczali już swoje maszyny.
-Witaj - rzekł Duo - To Matius Kraven. Nasz pierwszy padawan. Odnalazłem go na Naboo.
-Witajcie - odparł Sidewinder - Miałeś lecieć na Sluis Van. Co się stało?
-Długo by opowiadać - powiedział Duo - Usiądźmy, to wszystko Ci opowiem. Cała trójka udała się na dach świątyni i Duo zaczął swoją opowieść. -Odleciałem z Yavina i udałem się w stronę Sluis Van, a po kilkugodzinnym locie znalazłem się na miejscu. Nie wiedziałem, o mam zrobić, więc pozwoliłem Mocy zdecydować, co mam zrobić. Objąłem kurs na najbliższe lądowisko i tam zostawiłem myśliwiec. Następnie udałem się do miasta. Tutaj też zdałem się na Moc, lecz jedyne, co wyczułem to lekki impuls na obrzeżach miasta. Tam też się udałem, ale odnalazłem tylko wielkie lądowisko, a poza nim nic, co mogłoby sugerować, że ktoś tu kiedykolwiek przebywał. Nie miałem pojęcia, co mam zrobić dalej, a Moc podpowiadała mi, że to miejsce ma kluczowe znaczenie. Rozglądałem się długo po okolicy, aż natrafiłem na ten znak <img src="mando.png"> Udałem się na Naboo, ponieważ wiedziałem, że mają tam jedną z największych bibliotek w galaktyce i chciałem dowiedzieć się co oznacza ów znak. I tam poznałem Matiusa. Od razu zauważyłem, że jest wrażliwy na Moc i udało mi się go przekonać do dołączenia do Akademii. -Świetnie - odpardł Peter - Dowiedziałeś się co to za znak ? -Tak. To symbol Mandalorian, ale dalej nie wiem, dlaczego Moc chciała, żebym to zobaczył.
-Mandalorianie... - rzekł w zamyśleniu Sidewinder - Zajmę się Matiusem, a Ty ruszaj rozwiązać tę sprawę.
-Dobrze - odpowiedział - Wyruszam od razu. Nie ma czasu do stracenia. Jak tylko się czegoś dowiem, dam znać. Do zobaczenia. Niech Moc będzie z Tobą.
-I z Tobą. - Odrzekł Peter patrząc, jak Duo oddala się w stronę schodów prowadzących na lądowisko.
-Matiusie...
-Tak, mistrzu? - powiedział Matius.
-Jesteś naszym pierwszym uczniem. Mam nadzieję, że wiesz co nieco o szermierce?
-Owszem, mistrzu. - odparł Matius. -Udajmy się więc do sali treningowej - rzekł Sidewinder i ruszył w stronę schodów.

* * *

Po kilku godzinach treningu Sidewinder stwierdził, że padawan jest godny swojej rangi, nie tylko w kwestii walki mieczem świetlnym, ale też w kwestii duchowej oraz mentalnej. Jak na bardzo młody wiek był posłusznym i myślącym człowiekiem który mógł wnieść wiele dobrego do Zakonu. Niestety niebawem miało okazać się zupełnie inaczej.
-Matiusie - rzekł Peter - będziesz dobrym padawanem.
-Mam nadzieję, - odparł Matius niepewnie - że spełnię Twoje oczekiwania, Mistrzu. Obaj udali się na szczyt piramidy i medytowali do zmroku. Gdy zaczynało świtać, wybudzili się z transu medytacyjnego i Sidewinder postanowił poddać Matusia pewnej próbie.
-Padawanie - powiedział Side, ogarniając wzrokiem połamane drzewa i śmieci otaczające świątynię - dziś będziemy robić generalne porządki w naszej Akademii.
-Dobrze, mistrzu - odrzekł padawan. Z pomocą Mocy starali się usunąć drzewa i resztki zniszczonych przez czas i korozję pojazdów, robotów oraz części do myśliwców. W momencie, w którym Sidewinder odrzucał Mocą ostatnie walające się po dziedzińcu drzewo poczuł dziwną wibrację. -Co się dzieje młody padawanie ?
-Mistrzu, miałem nadzieję na trening Mocy, albo na walkę mieczem świetlnym a nie sprzątanie Świątyni.
-Bądź cierpliwy, na wszystko będzie jeszcze czas. Wbrew pozorom, to też jest trening Mocy. Sidewinder spojrzał lekko karcącym wzrokiem na padawana, który mimo wszystko był przekonany o słuszności swojego zdania.
-Jasne, mistrzu. Masz rację. - odparł sarkastycznie Matius. Mistrz postanowił, że da sprawę przemyśleć Matiusowi na spokojnie i nie będzie go ponaglał. W końcu on sam dochodził do najsłuszniejszych wniosków i rozwiązań.

* * *

Ponad dwa tygodnie trenowali i póki co żaden z nich nie wrócił do rozmowy z czasu sprzątania Świątyni. Nie zanosiło się na powrót do tematu, więc obaj przeszli nad tym małym incydentem do porządku dziennego. Obaj jak zwykle po treningu medytowali na dachu Akademii, gdy Sidewinder otwierając oczy ujrzał statek zbliżający się do nich statek. Nie był to myśliwiec. To większy statek. Nie mógł to być Duo ani Neo, może to wróg? Jeśli tak to jak to sprawdzić? Nie mamy czujników które mogą sprawdzić kod transpondera tego statku. - pomyślał.
-Matiusie - rzekł - nie wiem, kto do nas leci, ale lepiej będzie jeśli ukryjemy się w środku.
-Tak mistrzu. Obaj nie zwlekając ruszyli biegiem do schodów prowadzących w głąb Świątyni. Nie zdążyli, statek zbliżał się bardzo szybko i zdążył wylądować nim dobiegli do celu.
-Side - krzyknął głos ze środka statku.
-Duo! - wrzasnął Side - Nieźle nas wystraszyłeś! Skąd masz tę łajbę?
-Musiałem sprzedać myśliwiec - wytłumaczył - on mieści tylko kilka osób, a ja nie jestem sam. Faktycznie - pomyślał Sidewinder
- czuję jeszcze dwie osoby na pokładzie.
-Przedstawiam Ci Papusia i Skulla - powiedział Duo - To nowi padawani, których znalazłem. Papuś jest z Tatooine a Skulla spotkałem na Błędnym Rycerzu.
-Witam Was w Akademii. - rzekł Sidewinder - Oto Matius, poznajcie się padawani.
-Witam. - powiedział Matius.
-Witamy! - odpowiedzieli razem Skull i Papuś patrząc na siebie z durnowatymi uśmieszkami. Cała piątka udała się do wnętrza Świątyni gdzie zasiedli przy stole i Duo przymierzał się do zdania relacji z tego jak odnalazł dwóch nowym padawanów.
-Chwila moment - przerwał mu Sidewinder - Co robiłeś na Błędnym Rycerzu? Hazardu Ci się zachciało?
-Dojdę do tego, daj mi dojść do słowa - odrzekł Duo i zaczął opowiadać.
-Odlatując stąd udałem się prosto na Tatooine, ponieważ wiadomo, że to miejsce ma kluczowe znaczenie, jeśli chodzi o władających Mocą, więc po prostu miałem przeczucie, żeby tam się udać. Odnalazłem tam Papusia i od razu poczułem, że jest wrażliwy na Moc, jest też trochę zarozumiały, ale myślę, że z czasem ta cecha u niego zaniknie. Wracając do tematu, po przeprowadzeniu wstępnych testów chciałem się udać od razu do Akademii, lecz Papuś nie miał swojego statku, a wynajem drugiego nie wchodził w grę, ponieważ nie miał on pojęcia o pilotażu. Sprzedałem X-Winga i kupiłem ten frachtowiec. Był tani, ale jak na swoją cenę jego niezawodność przechodzi moje oczekiwania, przeżyłem kilka skoków w nadprzestrzeń i to potwierdza jego wartość. Udaliśmy się ponad atmosferę tej planety i miałem zamiar już opuścić Zewnętrzne Rubieże, gdy Papuś rozpoznał znak Mandalorian który mu pokazałem. Słyszał coś o pewnym mandalorianine władającym Mocą.
-Ludzie w kantynie mówili, że ostatni raz widziano go na Błędnym Rycerzu - wtrącił Papuś.
-Proszę nie przerywaj mi - odparł Duo - wracając do opowieści... Ludzie w kantynie coś mówili i to, co udało się Papusiowi zapamiętać, powtórzył mi. Udaliśmy się prosto w kierunku Błędnego Rycerza. Na orbitę Coruscant, mimo, że nie było to do końca bezpieczne. No i oczywiście statek mógł stamtąd dawno odlecieć. Jednak szczęście nam dopisywało i był tam, gdy dotarliśmy na miejsce. Po wylądowaniu w hangarze udaliśmy się do każdej z tamtejszych kantyn, ale żaden z barmanów nie chciał nam nic powiedzieć. Dopiero moc kredytów zrobiła swoje i jeden z nich, choć bardzo niechętnie, udzielił nam pewnych informacji. A mianowicie: Mandalorianin wypytywał o niejakiego Sidewinder'a. Barman powiedział, że nie widział jego twarzy, bo przysłaniał ją mandaloriański hełm, ale dałby głowę, widząc uzbrojenie tego człowieka, że Sidewinder ma pecha, jeśli ktoś taki go szuka, nawet w celach pokojowych. Nic więcej nie był w stanie mi powiedzieć. Tylko tyle zapamiętał... Ach, jeszcze jedno - Mandalorianin nie był sam. Towarzyszyła mu jeszcze jedna osoba, prawdopodobnie kobieta, sądząc po kształtach zbroi. Ale ta informacja nie jest pewna, bo barman wyglądał już jakby sam nie wiedział jak się nazywa. Tak czy inaczej, w tej kantynie poznałem Skulla i po przeprowadzeniu testów stwierdziłem, że ma zdolność władania Mocą. W zasadzie, w sprawie tego Mandalorianina dowiedziałem się tylko tyle, że Cię szuka. I prawdopodobnie nie jest sam. Nie wiem też czym się porusza, frachtowiec, myśliwiec... Trudno powiedzieć. Przynajmniej wiemy więcej na jego temat. Po całej sprawie udałem się prosto do Akademii. I oto jestem.
-Dziękuje za informację. - Rzekł Sidewinder - Mam nadzieję, że znajdziesz niebawem więcej rekrutów.
-Wyruszam od razu - odparł Duo - Nie ma czasu do stracenia. Nie martwisz się tym, że ktoś Cię szuka i prawdopodobnie nie ma zamiaru umówić się z Tobą na sabaka?
-Nie, Moc zadecyduje, co ma się wydarzyć - powiedział spokojnie Peter - A ja przyjmę jej decyzję. Obaj spojrzeli na siebie, po czym uścisnęli sobie dłonie, życzyli powodzenia, a Duo wszedł po rampie do frachtowca i odleciał w stronę gwiazd, na poszukiwanie nowych rekrutów.

*After Battle of Yavin - Po bitwie o Yavin.